Władysław Orkan







Władysław Orkan


KOMORNICY



„Jakież znaczenie posiada jednostka ludzka,
której podobnych tysiąc przeszło milionów
roi się na powierzchni tej prawie niedostrzegalnej
ze słońca drobiny, a z których zaledwie jedna na milion
pozostawi jakiś ślad swego istnienia.
Cóż znaczy człowiek, jego przyjemności i cierpienia?''

J. Wilhelm Draper





WSTĘP

Powszechnym jest mniemanie, że górale to ogromnie wesoły naród; śmiechu i gwaru u nich pełno, wesele tryska im z oczu snopami iskier świetlnych, humor niewyczerpany ich owiewa... Zaiste! Przyjeżdżającym w odwiedziny chłop nie pokaże smutnego oblicza.
Nie jest to jednak ten bezinteresowny, szczery uśmiech, jaki ubielał twarz dawnego kmiecia, gdy witał w progu nowych gości. Jest to raczej maska, konwencjonalny śmiech, banalny owoc cywilizacji, która każe robić „przyjemną twarz'' wobec spotykanych ludzi, kiedy dusza płacze, albo, co gorsza, radość zwykła uprzedzająca spodziewany zysk.
Pierwszy rodzaj tej wesołości sztucznej widzi się powszechnie w całym plemieniu góralskim, drugi stał się płaską grzecznością kupiecką dwóch miejscowości, zatracających szybko charakter swój pierwotny, czysty. Mam tu na myśli rabczanów i zakopiańców. Ci wykształcili jedną władzę umysłu — spryt. Staną się też niezadługo zupełnie poprawnymi Europejczykami, bo i krew ich góralska odbarwia się powoli... Cywilizacja uszlachetnia! Wiadoma rzecz.
A naród cały górski jest w sercu swoim smutny, daleko bardziej niż dolinne Lachy. Smutek to ziemski, bo wynikły z biedy, z ekonomicznego upadku — po prostu smutek pragnących ciał... Ale gdy się rozpęta, gdy się uduchowi — staje się smutkiem ugorów i tłoków, i tych jałowców, i tej pustki głuchej, rozpaczą prawie, żalem beznadziejnym, tęsknicą wieczną trawiących się dusz...
Stąd w realnych obrazach piszących górali będzie to smutek owiec szukających paszy, a w poezjach — własna ich dusza idąca ugorem, wśród pustki głuchej, nieskończonej, z melodią wieczną, dziwnie smutną: „Na Anioł Pański biją dzwony...''
Powszechnym też jest mniemanie, że chłopska dusza jest mało złożoną, myśli zaś, o jednym skrzydle, trzepocą się jak drób; wesołość musi stać się koniecznie grubym śmiechem, strapienie musi być koniecznie lamentacją! Subtelnych uczuć nic...
A przecież jest w tej duszy tak szeroka skala, tyle nieznanych strun, że potrącone, grają przeczystą lirykę naiwnego serca pierwotnych ludzi-pasterzy albo szepcą dziwne słowa płanetniczą gwarą, zrozumiałą jedynie tym, co zwykli siadać na powietrznych chmurach i patrzeć stamtąd okiem smutnym na tę małą okruszynę u stóp swoich — ziemię... W zapadłym jakimś kącie można spotkać panteistę, co zna mowę ptaków, nerwowego poszukiwacza skarbów, milczącego filozofa rezygnacji, który się już niczemu na świecie nie dziwi, a prócz tych naturalnie wszystkie warstwy ludzi, jakie się widzi i w szerokim świecie.
Najmizerniejsza z wioszczyn ma swoją arystokracją rodową, średniozamożnych chałupników i bezdomną, od wspólnego stołu życia odłączoną rzeszę.
Na zewnątrz, podobnie jak w cywilizowanym całym świecie, wszystko zdaje się jednako szarym, smutnym, nie wartym uwagi — a wewnątrz, pod skorupą bezbarwnego życia, dzieją się rzeczy straszne, tragedie ciche... snują się bez ustanku te podwodne widma — czasem bełkot, wir mówi, że coś tam się stało — lecz wnet powierzchnia się wygładza i dalej płynie to życie mętną rzeką: jednakie, szare, monotonne...
Maleńka fala tego życia bełkocze, szemrze i w niniejszym szkicu, aż połączona z szumem wodospadów — zahuczy głośniej w roztokach...



1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 Nastepna>>